Niniejszy serwis wykorzystuje pliki cookie. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Melancholia

Melancholia Maurycego Gomulickiego od 13/10 w Parku Rzeźby

 

Dürerowska bryła już od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie. Z jednej strony mam słabość do geometrii: do jej potencjału emocjonalnego, estetycznego – do piękna ukrytego w matematycznym porządku, z drugiej melancholia wydaje mi się emocją esencjonalną dla słowiańskiej kondycji mentalnej – wpisana jest w północno-wschodni horyzont i historię. 

 
Melancholia Maurycego Gomulickiego na trzy lata zagości w Parku Rzeźby warszawskiej Królikarni. Artysta znany ze swojego zamiłowania do intensywnego koloru i cytowania klasycznych oraz współczesnych motywów, testuje możliwości przenikania kodów wizualnych z różnych epok i tradycji. Swoją pracą Gomulicki odwołuje się m.in. do sztychu Albrechta Dürera z 1514 roku. W centralnej części ryciny, tuż obok siedzącej z opuszczoną głową postaci kobiety-anioła, pojawia się silnie kontrastująca z resztą kompozycji romboidalna bryła. Mimo wielu prób odczytania symboliki wielościanu, jego znaczenie pozostaje niejasne. Melancholia Gomulickiego to trójwymiarowa wariacja na temat zagadkowego elementu. 
 
Jeżeli chodzi o aspekt sentymentalny mojego romansu z Dürerem to właśnie jego sztychy, obok drzeworytów Gustawa Doré i litografii z leksykonu Brockhausa, sprawiły, że zdecydowałem się zdawać na warszawską ASP. Nie planowałem zostania artystą ani projektantem, chciałem być rytownikiem. Miałem zamiar przyjemnie spędzić życie, zatracając się na długie godziny w detalach, błąkać się igłą w gęstwinie pojawiających się na metalowej płycie linii, czym zresztą dość konsekwentnie zajmowałem się w czasie studiów — tak w rozmowie z Ewą Łączyńską-Widz, kuratorką i dyrektorką Biura Wystaw Artystycznych w Tarnowie, artysta opisywał kontekst pracy nad swoją rzeźbą. 
 
Pokryta opalizującym lakierem forma zmienia barwę w zależności od perspektywy, niczym skrzydło tropikalnego motyla, jak dodaje artysta. Surowa bryła w kusicielskiej, niemal frywolnej malaturze, przypomina o szczególnym rodzaju słodyczy, jaką niesie w sobie ten odcień smutku – porusza nasze serca, przypomina nam, że mamy duszę. 
 
Zawsze mam cichą nadzieję, że ludzie będą się umawiać przy moich pracach po to, żeby się całować. Melancholia nie jest jednak projektem jednoznacznie zmysłowym, nie mamy tu trawnika zalanego powodzią różowego światła ani formy, która kusi do tego, żeby ją pieścić dłonią. Myślę, że zdefiniuje kolejny rozpoznawalny zakątek w Parku i chciałbym, aby była jeszcze jednym detonatorem wyobraźni. (…)  Melancholia nie jest jednak pomyślana jako obiekt statycznej kontemplacji – ze względu na specyfikę wykończenia jej powierzchni, najlepiej działać będzie w momencie, kiedy oglądający ją będą w ruchu. Liczę na to, że zauważona „kątem oka" zaiskrzy i że ktoś zawróci, aby lepiej jej się przyjrzeć, a kto inny niespodziewanie ją sobie przypomni i po prostu uśmiechnie się pod nosem. 
 
Praca powstała na zamówienie Biura Wystaw Artystycznych w Tarnowie, w ramach jednej z czterech wystaw z cyklu Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, poświęconego relacji między regionalnym dziedzictwem i sztuką współczesną. 
 
Prezentacja Melancholii jest okazją do przypomnienia innej pracy artysty — cyklu Typologie sentymentalne z 1999 roku. Nasycone kolorem ujęcia kobiecych ust w rzeczywistości okazują się portretami manekinów z witryn sklepowych. Przez kolejne miesiące zaprezentujemy cztery fotografie z kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie.